Oddziaływanie werbalne

Problematyka pracy pielęgniarki » Oddziaływanie werbalne

Oddziaływanie werbalne polega na stosowaniu środków słownych w bezpośrednim kontakcie z osobami, u których pragniemy dokonać zmian w ich postępowaniu. Oddziaływanie werbalne może być stosowane doraźnie, jeżeli chcemy osiągnąć skutek natychmiastowy. Jeżeli widzimy, że ktoś w gniewie bije dziecko, pytamy, dlaczego to robi i czy mu nie wstyd znęcać się nad bezbronnym dzieckiem. Reakcje bijącego mogą być różne - albo cała agresja i gniew skrupi się na nas, albo ogarnie go zdziwienie, że ktoś nie ma przekonania do tego rodzaju środków wychowania. Może się .również zdarzyć, że będzie starał się usprawiedliwić swoje postępowanie zachowaniem się dziecka. Niezależnie od rodzaju reakcji przestanie bić dziecko, gniew wyładuje na nas albo mu minie, a my swoim pytaniem osiągnęliśmy skutek doraźny, bo uwolniliśmy dziecko od bicia.

Może się jednak zdarzyć, że nasz skutek doraźny nie rozwiązuje sprawy, ponieważ osoba jest zwolennikiem twardej ręki, pragnącą likwidować wszelkie objawy nieposłuszeństwa, i dziecko jest bite w dalszym ciągu za byle przewinienie. To nie jest przykład abstrakcyjny, bo takie przypadki zdarzają się w życiu. Wówczas podejmujemy także działanie środkami werbalnymi, aby wywołać skutek trwały i żeby dziecko nie było bite więcej. Stosujemy więc systematyczne działanie wykorzystując każdą nadarzającą się okazję, a nie będzie ich brak, bo jeśli nawet nie bicie, to poszturchiwanie dziecka będzie na porządku dziennym, a obecność osoby obcej nie wpłynie hamująco na ten odruch. Nie urządzamy kazań, pogadanek czy pouczeń, bo nawet ten, który bije dziecko, przyzna nam rację, że dzieci nie należy bić. Jeśli zauważymy, że dziecko zostało boleśnie szturchnięte, możemy zacząć nasze oddziaływanie słowne. Musi ono jednak być zróżnicowane w zależności od płci osobnika, u którego chcieliśmy wywołać zmianę postępowania. Jeśli tym osobnikiem jest kobieta, odwołujemy się do jej uczucia, zwracając uwagę, że dziecko jest takie małe, nieporadne, wymagające opieki, serdeczności, że stale żyje w lęku przed biciem. Lęk może wywołać u dziecka nerwicę, a może już jest nerwicowe i co z niego wyrośnie, jeśli ciągle będzie żyło w strachu. Stwierdzamy, że matka nie lubi swego dziecka, bo gdyby je lubiła, okazałaby mu więcej serca. Pytamy dziecko, kiedy mu matka kupiła czekoladkę lub zabrała do ZOO. Dziecko nic nie mówi, bo jest przestraszone, a matce wstyd - chciałaby się pokazać z jak najlepszej strony jako matka, a tymczasem wypadła jak najgorzej. Nie przeciągamy struny, prosimy tylko, żeby się zastanowiła nad swoim postępowaniem i nad tym, czy dziecko chowane bez matczynej miłości może wyrosnąć na porządnego człowieka.

Jeżeli natomiast osobą bijącą jest ojciec, staramy się oddziałać nie tylko na uczucie, ale i na rozum. Porównujemy wtedy te dwie osoby - bijącego i bitego. Jeden dobrze rozwinięty, dobrze zbudowany, silny, drugi - mizerny, wątłej budowy, mały. Pytamy bijącego, czy chciałby, aby jego syn wyrósł na silnego mężczyznę, czy żeby był cherlakiem, bo wszystko robi, aby takim właśnie został. Znęcając się nad takim małym dzieckiem, może go wpędzić w nerwicę, zahamować jego rozwój, a chyba nie chce, aby jego syna ludzie wytykali palcami, obciążając ojca za rozwój dziecka. Czy zastanawiał się nad tym, że jak syn dorośnie, będzie silny, a on sam z latami osłabnie, czy syn nie weźmie odwetu na nim za wszystkie lania całego dziecięcego życia. Czy już dzisiaj pragnie rozwijać nienawiść do siebie, czy wolałby, aby go syn szanował, kochał i chronił na stare lata. Niech zastanowi się nad typu i zapamięta, że miłość rodzi miłość, a nienawiść budzi lęk i chęć odwetu. Czy chce tak wychować syna, aby ukształtować w nim chęć odwetu na nim samym.

W żadnym z tych przykładów nie było chęci narzucenia słuchaczowi modelu postępowania, ale odwoływanie się do uczucia, do rozsądku i do zastanowienia się nad nieprzemyślanymi posunięciami wychowawczymi. Tu każdy sam musi zrozumieć błędy swego postępowania i wypracować własny model działania, a naszą rolą jest nie moralizowanie, lecz dążenie do tego, aby osiągnąć trwałe zmiany w zachowaniu oraz aby model interakcji był zgodny z ogólnoludzkimi dążeniami. Może zdarzyć się, że wnioski, do których nasi słuchacze dojdą na podstawie przemyśleń, będą tak zaskakujące i nieprawdopodobne, że trzeba je będzie znów zmodyfikować i nadać im właściwy sens. Naszym zadaniem nie jest dążenie, aby ludzie postępowali zgodnie z podanymi im zasadami, ale żeby sami zrozumieli niewłaściwość swego postępowania i na skutek zrozumienia dążyli do zmodyfikowania zachowań. Nie mamy uszczęśliwiać ludzi, podając im wskazania, jak należy postępować, ale odwoływać się do ich uczucia i rozsądku, wskazywać właściwy kierunek postępowania.

Jak już wspomniano, pielęgniarka środowiskowa jest obserwatorem różnorodnych interakcji w przydzielonej jej społeczności i nie sposób wszystkich wymienić ani przewidzieć najbardziej skutecznych środków działania. Opieka pielęgniarska polega na samodzielnym doborze optymalnych środków działania, gwarantujących pozytywny skutek. W układach stosunków międzyludzkich biorą udział i wpływają na nie różnorodne czynniki i nie można powiedzieć, że w skutecznych zmianach każdego układu danego typu można zastosować uniwersalny zespół środków działania. Każdy człowiek jest indywidualistą, wobec tego wszystko, co robi i wszystkie jego stosunki ze światem mają piętno jego indywidualizmu. Poza tym każdy człowiek ukształtowany został w innych warunkach, ponieważ selekcjonuje bodźce, jakie do niego docierają, i jedne przyjmuje, inne odrzuca. Wybór i akceptacja bodźców wpływa na kształtowanie jego osobowości i stosunki z otoczeniem. Dla każdego człowieka będą one inne, ponieważ każdy podlegał innemu oddziaływaniu, co innego przyjmował i akceptował. Nawet w rodzinie wielodzietnej każde dziecko jest inne, chociaż pochodzą od tych samych rodziców inne mają zainteresowania, inne aspiracje i pragnienia, inny stosunek do otoczenia. Wydawać się powinno, że wszystkie mają być jednakowe, ponieważ wiele czynników przemawia za tym, jak ci sami rodzice, te same zasady i normy uznawane w rodzinie, te same środki wychowania i ten sam styl życia. A jednak każde dziecko z tego ogromu czynników wybiera tylko te, które mu odpowiadają, i te włącza do swoich działań.

Ponieważ mamy do czynienia z człowiekiem, a nie z maszyną, musimy indywidualnie dobierać środki działania, gdyż stosowanie szablonu może dać odwrotny skutek do tego, który był oczekiwany. Te same formy oddziaływania, dające dobre rezultaty w jednej sytuacji, mogą nie dać takiego rezultatu w innej. W wychowywaniu nie można mieć pewności, że wypróbowane środki w jednej sytuacji będą skuteczne w każdej. Taką pewność można mieć tylko wówczas, gdy naprawiamy maszynę, a nie człowieka lub jego stosunki międzyludzkie. Tylko przy naprawie maszyny możemy stosować pewien uniwersalizm środków, ale nie w stosunkach między ludźmi. Z tych też względów praca pielęgniarki środowiskowej jest tak trudna, nie można w niej stosować schematów, szablonów i tych samych sposobów we wszystkich sytuacjach. Najprostsze odchylenie od normy w postępowaniu jednostki ma różnorodne przyczyny (np. alkoholizm, oziębłość małżeńska, odrzucanie dziecka, uzależnianie innych). Gwarancją powodzenia pracy opiekuńczo-wychowawczej będzie dokładne poznanie przyczyn obserwowanego zjawiska. Jeśli obserwujemy niechęć i oziębłość uczuciową żony do męża lub męża do żony, to musimy stwierdzić, czym ta niechęć została wywołana. Może żona jest zaniedbana zewnętrznie i nie przedstawia dla męża żadnej atrakcji, może jest złą gospodynią, a mąż sprawę gospodarności wyniósł z domu swojej matki, może go zdradza i on to .bardzo mocno przezywa, a może przestał ją kochać lub zakochał się w innej. W zależności od tego, którą przyczynę stwierdzimy jako sprawczą, możemy starać się dobierać takie środki dla działania na jedną i drugą osobę, które - naszym zdaniem - mogą wpłynąć na zmianę sytuacji. Skutek będzie tylko wówczas, gdy uda nam się dotrzeć do serca i rozumu Człowieka.

W swojej działalności pielęgniarka tam, gdzie zachodzi potrzeba, stosuje porady. Nie należy ich rozumieć jako zaleceń, ale jako dążenie do przekonania człowieka o konieczności stosowania innego działania lub postępowania, niż miało to miejsce dotąd. Porady dobrze jest rozpocząć od pytania, czy nie lepiej byłoby zastosować to czy tamto, niż to, co Pani (Pan) stosuje dotąd. Osoba, do której zwracamy się z takim pytaniem, musi szukać uzasadnień na dotychczasowe postępowanie, a my jej argumenty podważamy na tyle, żeby widziała ich słabe strony. Nie będziemy postępowali tak, aby z miejsca odrzucać jej argumenty jako nieistotne, bo wtedy możemy spowodować, że wbrew swemu przekonaniu będzie trzymać się ich uporczywie. Trzeba je tylko podważyć na tyle, aby zachwiała się w swojej pewności, wtedy możemy liczyć na refleksje. Nie należy dopuszczać do tego, aby nam powiedziano, że tak postępowała matka i babka lub ojciec i dziadek i było lepiej niż obecnie. Takie postawienie sprawy zmusza nas do wyjaśnień, co nie zawsze przekonuje oponenta. Czy było lepiej czy gorzej, wpływała na to nie tylko postawa ojca czy babki, ale wiele czynników, o których oponent nie chce słyszeć. Nie przeczyć oponentowi, ale podsuwać mu nowe myśli, nad którymi musiałby się zastanowić.

Jeśli już na tyle nabierzemy znaczenia w środowisku, że ludzie będą zwracali się do nas po rady, wtedy z całą powagą naszego zawodu możemy autorytatywnie przekazać określone zalecenia. Należy nie zapominać o tym, że skuteczność zaleceń zależy od akceptacji i pozytywnego stosunku do osoby przekazującej je. Zdobądźmy najpierw uznanie, niech nas przestaną traktować jak osobę urzędową, a zaczną jak przyjaciela, bo tylko do przyjaciela ma się zaufanie i jemu wierzy się, a nie urzędnikowi. Teraz możemy sobie również pozwolić na przestrajanie dawnych nawyków na takie, które bardziej odpowiadają nowoczesnym wymaganiom higieny i medycyny. Możemy spróbować kształtować nowe nawyki z zakresu higieny osobistej, jak: częste mycie rąk, zmienianie bielizny osobistej, w momencie kiedy jest brudna, nie czekając na dzień przewidziany na ten cel. Korzystanie z łazienki zgodnie z jej przeznaczeniem, a nie, tłumacząc się oszczędnością, raz na jakiś czas. Wyrobienie nawyku mycia zębów, dbania o uzębienie, które nie jest trwałe, psuje się i trzeba je leczyć. Ten nawyk łatwiej ukształtować u dzieci, np. rozdając im kolorowe obrazki, pokazujące, jakie to wiewiórka ma zdrowe zęby i dlaczego. Trudniej jest z osobami dorosłymi, których lenistwo i lęk przed dentystą powstrzymują od udania się do niego, jeśli ząb jeszcze nie boli. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że ludzie nie chodzą do dentysty najczęściej dlatego, że boją się go, a wysoki lęk może nawet zahamować ból zęba. Aby przekonać ludzi dorosłych do utrzymania w higienie jamy ustnej, trzeba wykazać